BLOG BESTDRIVE

Ciśnienie w kołach może wzrosnąć bez naszej ingerencji, ale tylko chwilowo – pod wpływem temperatury. Na co dzień ciśnienie w kołach spada w tempie uzależnionym od stanu opon, jakości i kondycji zaworków, a także wielkości koła i ciśnienia początkowego.

Powolny spadek ciśnienia powietrza w kołach nie świadczy o usterce. Tylko co to znaczy „powolny”. Można śmiało przyjąć, że spadek ciśnienia powietrza o 0,1-0,2 bara na miesiąc jest naturalny. Będzie on nieco mniejszy, jeśli choć co 2 lata przy okazji sezonowej wymiany opon zlecimy wymianę także zaworków kół. Będzie on szybszy, jeśli zaworków nie wymieniamy (po kilku latach może się jednak okazać, że zaworki przepuszczają powietrze tak bardzo, że nagle, właśnie teraz trzeba je wymienić. W większości przypadków to niewielki koszt, nie ma na czym oszczędzać.

Ciśnienie w kołach spada także z powodu przepuszczalności gumy (jest ona prawie stuprocentowo szczelna, jednak „prawie” ma w tym wypadku znaczenie kluczowe), a także na połączeniu opony z kołem. Przepuszczalność materiału, z jakiego wykonana jest opona, jest tym mniejsza, im lepsza opona. Jeśli chodzi o połączenie opony z obręczą, to jest ono uszczelnione po pierwsze, pastą, a po drugie, naciskiem opony wywołanym ciśnieniem powietrza wewnątrz koła na krawędź obręczy. To jest dobre połączenie, a traci ono na jakości wtedy, gdy w kole maleje ciśnienie. To dlatego powietrze z koła z reguły schodzi powoli, aż nagle, gdy spadnie poniżej pewnej granicy, zaczyna schodzić już na tyle szybko, że nie zawsze udaje się dojechać do warsztatu; zresztą opona miękka z powodu niskiego ciśnienia zaczyna pracować na feldze tak, że może w każdej chwili dojść do gwałtownego spadku ciśnienia i nawet zsunięcia opony z felgi. Opona utrzyma się na feldze pomimo braku powietrza wtedy, gdy jest to opona typu runflat.

Ciśnienie w kołach spada tym szybciej, im mniejsze jest koło. To prosta zależność – mniejsze koło ma mniejszą objętość niż duże i taka sama nieszczelność jak w dużym kole szybciej spowoduje „kapcia” w małym kółku.

Przyjmijmy jednak, że mamy koła w pełni sprawne i opony fachowo, szczelnie założone na obręcze, i ciśnienie w kołach spada w tempie 0,1-0,2 bara na miesiąc, czyli powoli. Jeśli pozwolimy na to, by ciśnienie w kołach spadło o 20 proc. (np. z 2 barów do 1,6), zaczynamy w przyspieszonym tempie psuć opony. Ten poziom ciśnienia nie jest jeszcze bardzo niebezpieczny podczas normalnej jazdy, może nam nawet wydawać się, że auto jest wyjątkowo komfortowe i nie traci przyczepności przy hamowaniu, jednak na tyle za niskie ciśnienie w kołach już powoduje nieprawidłową pracę ogumienia i wydzielanie się ciepła, które niszczy opony. Pojawiają się mikropęknięcia w miejscu osadzenia opony, opona traci pierwotną sztywność, podczas bardzo szybkiej jazdy może dojść do gwałtownego rozwulkanizowania gumy.

Wniosek? Jest bardzo mądrym zwyczajem sprawdzać ciśnienie w kołach raz w miesiącu, a nadprogramowo przed dłuższą trasą i zawsze wtedy gdy wydaje się nam, że coś z ciśnieniem jest nie tak. I jeszcze zimą przy gwałtownym spadku temperatury do np. -20 stopni Celsjusza – wówczas w większości aut ciśnienie w kołach jest za niskie, bo spadek temperatury je obniża. Inna sprawa, że właśnie wtedy trudno o sprawny kompresor na stacji benzynowej. 

 

Komentarze

Obecnie nie ma komentarzy. Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz

Komentarze:

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu. Bądź pierwszy.