Olej

2016.07.14

Czy warto stosować dodatki do oleju?

Są różne dodatki do oleju: jedne mają ograniczać spalanie oleju, inne czyścić silnik, jeszcze inne regenerować zużyte części albo chronić silnik przed zużyciem. Czy warto kupować takie dodatki do oleju?

W czasach, gdy znaczna część samochodów na polskich drogach należała do tzw. wyrobów gospodarki socjalistycznej, dodatki do oleju nie tylko cieszyły się dużym powodzeniem, lecz także w wielu wypadkach ich stosowanie miało sens. Jeśli silnik pomiędzy naprawą główną przejeżdża raptem 100 tys. km, a na kilka lub kilkanaście tys. km przed ukończeniem tego dystansu zaczyna spalać duże ilości oleju i dymić na niebiesko, to zastosowanie raz czy dwa olejowego „doktora”, który faktycznie ogranicza spalanie oleju, poprawia kompresję i wycisza silnik, jest jakimś rozwiązaniem. Miejmy jednak świadomość, że takie dodatki do oleju (nie nazwałbym tej substancji uszlachetniaczem oleju) działają na tej zasadzie, że zwyczajnie zwiększają lepkość oleju do wartości ekstremalnych. W prymitywnym, luźno spasowanym silniku pozbawionym jakichkolwiek precyzyjnych urządzeń zwiększających osiągi czy ograniczających emisję substancji toksycznych, taki dodatek raczej niczego nie zepsuje, szczególnie jeśli fabryczne luzy powiększone są dodatkowo z powodu granicznego zużycia. Powiem więcej: w takich silnikach dodatki do oleju zwiększające jego lepkość naprawdę mają szansę zadziałać.

Nieco inaczej sprawa wygląda w przypadku nowoczesnych silników dostosowanych do oleju o konkretnej lepkości, wyposażonych np. w hydrauliczne regulatory luzu zaworowego, hydrauliczne sterowanie zmiennymi fazami rozrządu czy turbosprężarkę. Zastosowanie dodatku zwiększającego lepkość oleju w takim silniku do trudnych do oszacowania wartości, nawet jeśli ma on problem ze zużytymi pierścieniami i np. bierze olej, może skończyć się źle. I to w krótkim czasie! Silnik na chwilę przestanie brać olej, ale zatrze się turbosprężarka. Albo źle będzie działać napinacz łańcucha rozrządu, zatrze się wałek w głowicy… Już lepiej zastosować olej o innej klasie lepkościowej – przynajmniej wiemy, co robimy, możemy przewidzieć efekt, sprawdzić w dokumentacji silnika, czy choćby warunkowo można w nim stosować nieco inny (np. o większej lepkości) olej.

Dodatki do oleju mogą też chronić silnik przed zużyciem lub wręcz go naprawiać. Te są najdroższe, ich producenci obiecują np. odbudowywanie zużytej powierzchni wybranych części smarowanych olejem. Skąd jednak cudowne cząsteczki zawarte w uszlachetniaczu miałyby znać pierwotny kształt zużytych czy też uszkodzonych części? Skąd producent takiego dodatku ma pewność, że jego chemia będzie współpracować odpowiednio z olejem, którego używamy? A co się stanie z katalizatorem, gdy dostaną się do niego produkty spalania uszlachetniacza oleju? Nie wiadomo! Wreszcie: czy nasz silnik wymaga takiej specyficznej ochrony? Może wystarczy dobry olej, w miarę możliwości wymieniany nieco częściej niż zaleca to producent samochodu?

Dodatki do oleju mogą też czyścić silnik z osadów. Takich dodatków całkiem bym nie skreślał, choć i nie używałbym ich rutynowo. Na rynku są preparaty dodawane do oleju tuż przed jego wymianą. Mają za zadanie wypłukać różnego rodzaju osady spowodowane długotrwałym używaniem kiepskiego lub przepracowanego oleju. Taki dodatek, tak samo jak detergent, zmywa brud z części, z którymi ma kontakt. Nie oczyści komór spalania z nagaru (bo tam i olej, i ewentualne dodatki do oleju, jeśli się dostaną, zostają natychmiast spalone i… przerobione na nagar), ale już wałki rozrządu i inne elementy głowicy, czy nawet kanały olejowe smarujące turbosprężarkę – jak najbardziej. Nie można jednak z takim dodatkiem w silniku jeździć, bo może skończyć się to zatarciem silnika. Są to dodatki do oleju przeznaczone do zastosowania warsztatowego. Podkreślmy to wyraźnie: warsztatowego. Przydadzą się, jeśli np. kupiliśmy auto serwisowane dotąd w trybie longlife. Generalnie jednak nie wlewałbym do oleju żadnych preparatów, które mają czemuś zapobiegać czy też coś naprawiać, chyba że… tuż przed sprzedażą auta. To jest jednak nieuczciwe i działa tak, jak trociny wyciszające mechanizmy: bardzo skutecznie, ale bardzo krótko. A potem silnik często może nie nadawać się już tylko do remontu.